Zapragnąłem pokazać moim synom jak wygląda widowisko sportowe oglądane na żywo. Sam chadzałem w latach 90-tych i wspominałem bardzo dobrze, więc czemu i oni nie mieliby poczuć tych sportowych emocji.
Trzecia liga, mecz u nas. Na wejściu tradycyjne trzepanko po plecakach i kieszeniach. Jak zwykle tak dokładne, że udało mi się bez problemu wnieść niewielki scyzoryk, a kilka innych osób wniosło coś jeszcze, ale o tym później. Okazało się, że wleźliśmy na stadion nie tym wejściem co powinniśmy i trzeba było cały okrążyć żeby dostać się do naszych miejsc, więc obeszliśmy całą koronę. Dało nam to niezły ogląd na to, jak wygląda lokalna “żyleta” zwana dla niepoznaki “klubem kibica”. Piwo lało się strumieniami, szaliki na prawie każdej szyi - kurde kiedyś to wyglądało trochę inaczej i nieco mnie to zaniepokoiło. Dodatkowo tu i tak nie pomni zakazów niektórzy bezczelnie na widoku jarali szlugi, bo przecież emeryci z ochrony i tak by ich nie powstrzymali.
Tuż przed meczem odpalił się konferansjer i zapuścił “Kulfona” (to nie żart ani przekręcona nazwa), z hasłem, że na ryjksiążce zarzucili mu, że się nie odważy a on się właśnie odważa. Ok myślę, będzie grubo. I było.
W czasie prezentacji drużyny gospodarzy tłum oczywiście oszalał, ale to co wydarzyło się podczas prezentacji drużyny przyjezdnej zatkało mnie kompletnie. Ludzie klaskali. Oczywiście nie tak entuzjastycznie jak w przypadku swojej drużyny, ale pełna kulturka. Gdy jeden z zawodników drużyny przeciwnej miał kontakt z bandą co mogło się zakończyć kontuzją - stadion na chwilę zamarł. Każdy, kto zdobył punkt był oklaskiwany (oczywiście bardziej, gdy była to drużyna gospodarzy), chociaż nawet zawodnicy z drużyny przeciwnej mogli liczyć na specjalne uznanie tłumu jeśli punkty zdobyli w ładnym stylu. Gdy konferansjer poprosił o oklaski dla kibiców drużyny przyjezdnej - wszyscy klaskali. I takie szaraczki jak ja i “żyleta”. Ale, żeby nie było - “żyleta” też się odpaliła kilkukrotnie - w tym raz z racami, była też sektorówka, czy rzucanie serpentynami. Czego nie było, to chamstwa, wulgarności, nienawiści (i ochrony, która byłaby w stanie zapanować nad “żyletą” i palącymi na stadionie). Prawdziwe sportowe emocje i widowisko. Tak może wyglądać sportowe wydarzenie w Polsce, w jednym z większych miast.
Drużyna której kibicowałem wygrała z pocałowaniem ręki. Może nie było to zmiażdżenie przeciwnika, ale wyraźna dominacja przez całe spotkanie.
Jak zapewne mogliście się domyśleć sportem który oglądałem tym nie jest piłka nożna. Jak nie mogliście się domyśleć, to w ogóle nie jest związane z piłką - to żużel.
P.S. "Jaranie się piłką nożną to pedalstwo, a wszystkie kluby piłkarskie to ciota i chuj!"