29 kwietnia 2026

Tradycji stało się zadość (czyli: witaj kolejny roku przerwy)

 


Stało się. Znowu to zrobiłem. Spójrzcie na datę poprzedniego wpisu, potem na dzisiejszą, a potem spuśćmy na ten fakt zasłonę milczenia.

Zaliczyłem kolejną roczną przerwę. Czy czuję wstyd? Odrobinę. Czy czuję potrzebę poprawy? Absolutnie nie.

Można by pomyśleć, że przez ten rok zbierałem materiały, przechodziłem duchową przemianę w Tybecie albo przynajmniej nauczyłem się piec idealny sernik z rodzynkami (i kij wam w oko sernikowi rodzynkonieżercy - rodzynki w serniku być muszą i basta!). Otóż nie. Po prostu życie, lenistwo i ogólna niechęć do świata skutecznie wygrały z potrzebą przelewania moich przemyśleń na cyfrowe pustkowie tego bloga, gdzie ciężko uświadczyć zarówno autora jak i czytelników.

Chciałbym Wam teraz uroczyście obiecać, że od teraz będę pisał regularnie, co wtorek, z kawą w ręku i uśmiechem na ustach. No dobra z tym uśmiechem to przesadziłem. Ale ponieważ znacie mnie, a ja znam siebie, ustalmy jedno: to się powtórzy. Jeszcze wielokrotnie. Ten blog to nie maraton, to nie sprint – to raczej rzadkie, ironiczne drgnięcie palca na klawiaturze, gdy poziom frustracji przekroczy dopuszczalne normy unijne.

Zatem cieszcie się tym wpisem, jakby był ostatni. Bo znając życie, następny przeczytacie, gdy… go napiszę.

Spokojnie. Wrócę. Chyba.

P.S. Za “panowania” Kaczyńskiego myślałem, że ciężko mieć gorszego prezydenta. Za “długopisa” zrewidowałem swoje poglądy. Po “wetomacie” widzę, że “długopis” jeszcze nie był wyznacznikiem tego jak źle się można za to zabrać.


Tradycji stało się zadość (czyli: witaj kolejny roku przerwy)

  Stało się. Znowu to zrobiłem. Spójrzcie na datę poprzedniego wpisu, potem na dzisiejszą, a potem spuśćmy na ten fakt zasłonę milczenia. Za...