Zupełnie przypadkiem postanowiłem dziś zajrzeć na te zgliszcza, które kiedyś były blogiem i zorientowałem się, że już od roku nic nie napisałem. No cóż - trzeba jakoś tą ciszę przełamać, co też i niniejszym czynię.
Ironiczny blog sfrustrowanego człowieka
Moje małe miejsce w sieci, gdzie wylewam z siebie swoje żale, ale tez i próbuję pokazać światu co mi się w nim podoba. Zalecam przeczytanie disclaimera - w którym opisuję zasady odnośnie przytaczanych przeze mnie faktów.
Etykiety
23 listopada 2024
21 listopada 2023
„Obrażać też trzeba umieć!”
W zasadzie ten jeden cytat wystarczyłby za cały wpis. Nie wiem, czy w tym ukopanym kraju uchował się jeszcze ktokolwiek powyżej 25 roku życia, kto tego nie słyszał. Dlatego ja nie o tym. No dobra – nie całkiem o tym.
Tak, tak Hołownia błysnął na otwarciu tego całego cyrku,
pisuary w odwrocie, ale mimo wszystko ciągle odczuwam pewien niepokój – to nie
pójdzie tak znowu łatwo. Pislamiści nie rozumieją demokracji i nie rozumieją,
że powinni grzecznie oddać władzę w momencie, gdy de facto utracili mandat
społeczny do jej sprawowania. Miliony ludzi pokazały im gigantycznego fucka,
czy jak kto woli gest Lichockiej, ale oni uparcie wierzą w wykreowaną przez
siebie rzeczywistość. Jak bardzo są do niej przywiązani, to trochę inna kwestia
– na pewno niektórzy, tacy jak zero, czy jarozbaw bardziej, inni, tacy jak „agent
Tomek” znacznie mniej i szybko łapią w żagle pierwszy wiatr zmian, żeby nie
porwał ich huragan. Kontynuując meteorologiczną analogię – niektórzy już dawno
zaczęli budować sobie schrony przeciwburzowe, inni właśnie zaczęli, sporo
jeszcze nie rozumie, że będzie ich potrzebować. Trwa „betonowanie” stanowisk,
niszczenie dokumentów i wyrzucanie pieniędzy do przychylnych przemijającej
władzy fundacji – czasem są to fundacje z tradycjami, a czasem firmy założone
na kolanie przez krewnych i znajomych królika. Burdel po tych rządach politycy
będą sprzątać latami (nie jestem tak optymistyczny jak Donald – 400 dni tu nie
wystarczy), a długi spłacać będziemy przez dekady. Wścieknę się natomiast,
jeśli nie uda się postawić przed trybunałem stanu albo jakoś inaczej ukarać:
Sasina, zero, dudriana vel długopisa, maciarenkę, jaszczembia, Szumowskiego choć
wątpię, czy uda się jarkacza vel szeregowy poseł, ale kiedy mi wygodnie to
premier, albo wicepremier (skubany nieźle się zabezpieczył, chociaż sprawa
Srebrnej może mu dać po łapkach).
Dudrian w zasadzie może czuć się bezpieczny, bo potrzeba 374
z 560 głosów Zgromadzenia Narodowego (nie ma na to w tej chwili szans). Z kolei
do postawienia przed Trybunałem Stanu byłych ministrów, koalicji brakuje 28
głosów (zakładam, że konfa się nie liczy, bo oni tam są nieobliczalni). Z
jednej strony bardzo chciałbym zobaczyć jak zero mina rzednie, ale z drugiej
nie chciałbym, żeby te 28 głosów zostało „kupionych” – nie oszukuję się jednak,
część na pewno będzie.
Tak czy siak obecnie przyszłość wygląda nieco mniej ponuro
niż wcześniej.
P.S. Ciekawe jak długo Hołownia utrzyma fason.
10 marca 2023
“Kosmos: ostateczna granica.”
“Oto podróże statku kosmicznego <<Enterprise>>. Kontynuuje on misję badania dziwnych nowych światów. Wyszukiwania nowego życia i cywilizacji. Odważnie podąża tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.”
Trekkies zapewne już na pierwszy rzut oka wiedzą, że cytat ten pochodzi z czołówki serialu “Star Trek: Następne Pokolenie” i najlepiej w głowie odczytuje się głosem sir Patricka Stewarda. Sam osobiście nie uważam się za hardcorowego trekkie, choć fanem Star Treka już zdecydowanie jestem. Dlaczego nie jestem trekkie? Bo śmiem twierdzić, że Star Trek miał lepsze i gorsze serie. No dobra, to powiedzą wam wszyscy, moje upodobania są jednak nieco inne niż większości.
Dobra, ale od początku. Darujemy sobie jednak opis czy, w ogóle ten ST jest - jeśli ktoś nie wie (są tacy?) to od tego jest Wikipedia. Nie mniej jednak na początku był TOS (The Original Series - choć tak naprawdę ten podtytuł dodano sporo później) - to ten z kapitanem Kirkiem i Spockiem (niektórzy pamiętają jeszcze doktora McCoya). Rany jakie to jest gówno - estetyka rodem z lat 60-tych i to jeszcze niskobudżetowa. Nie wiem jakim cudem to było w stanie odpalić to wszystko co nastąpiło potem…
Potem zaś było znacznie lepiej - końcówka lat 80-tych i początek następnej dekady to ST: The Next Generation - nie będzie chyba tajemnicą, że ten jest moim ulubionym, bo w końcu z niego pochodzi cytat na otwarcie. Miał oczywiście lepsze i gorsze odcinki - nawet całe sezony, ale gdy kręcisz 7 sezonów po 26 odcinków (policzyłem za was - to 182 odcinki) to ciężko zawsze trzymać poziom. Wyznaczył swoisty standard dla dwóch następnych seriali, czyli ST: Deep Space Nine (ST:DS9) i ST: Voyager (ST:VOY).
Najpierw popastwię się nad pierwszym z nich. Wśród trekkies uchodzi on za arcydzieło, dla mnie to w zasadzie pomyłka. Dla mniej oblatanych w języku Szekspira - “star trek” to “gwiezdna wędrówka”, z kolei “deep space” to zbiorcza nazwa stacji kosmicznych należących do Zjednoczonej Federacji Planet (czyli organizacji dla której te wszystkie statki kosmiczne w ogóle latają). Czyli mamy podróże kosmiczne niejako wokół komina. Ponieważ to było już z samego swojego założenia koszmarnie nudne serial skupiał się nie na eksploracji, a na politycznych intrygach i wojnie z kosmitami. Było to w zasadzie kosmiczne wypaczenie idei martwego już wtedy twórcy całego tego latającego cyrku Gene’a Roddenberry’ego (miał on swoje za uszami, ale założeń tego pomysłu bronił jak niepodległości).
Dobra, koniec końców pojawił się następca - wspomniany wcześniej Voyager. Tutaj nastąpiło przegięcie pały w drugą stronę - wykopano tytułowy statek na drugi koniec galaktyki i kazano mu wrócić do domu. W ten sposób dostaliśmy bardzo niewiele polityki i mnóstwo odkrywania. W moim osobistym rankingu jest lepszy niż DS9, ale słabszy niż TNG. Na fali popularności tych trzech seriali postanowiono iść za ciosem i nakręcić prequel wszystkich tych serii (jeśli jest coś gorszego na tym świecie niż sequel, to jest to właśnie prequel). Tak powstał Enterprise, przemianowany potem na Star Trek: Enterprise (tak, na początku nie miał Star Trek w nazwie). Dodatkowo był jedynym z serii, który otrzymał czołówkę z piosenką, dzięki czemu długi czas mógł chwalić się najgorszą czołówką w serii. Niestety ST:E nie przyciągnął widowni i poprzez swoją prequelowatość sam wpędził się w trochę kłopotów i koniec końców został zakończony po zaledwie 4 sezonach. Jeśli wziąć pod uwagę, że każdy poprzedni serial tej franczyzy (nie licząc gównianego TOSa) zaliczał 7 sezonów, a i filmy pełnometrażowe z załogą znaną z TNG nie radziły sobie najlepiej postanowiono wszystko poprawić zamknąć ten interes aż sprawa nieco nie przyschnie. Projekt został na kilka lat zawieszony w próżni.
Jakieś dziesięć, może więcej lat później Star Trek powrócił do żywych z kolejnym prequelem - może już nie tak odważnym jak ST:E, bo nie dział się 100 czy 200 a ledwie 10 lat przed TOSem, można więc było spokojnie czerpać garściami z uniwersum niespecjalnie przejmując się ograniczeniami. Pierwszy sezon wgniatał w fotel. Drugiego nie szło oglądać. Trzeci był jakimś tam odbiciem, czwarty zobaczyłem do połowy i piątego (ostatniego) nie zamierzam oglądać wcale. Zarąbisty pomysł rozmieniony na drobne, a główna bohaterka jest tak wnerwiająca, że nie mogę na nią patrzeć.
Gdzieś w okolicach końcówki pierwszego sezonu DISCO czy początku drugiego gruchnęła wieść - zamiast znęcać się nad kolejnymi prequelami będą dwa sequele - animowany Star Trek: Lower Decks i kontynuacja ST:TNG zwana dla niepoznaki ST:Picard (nie od nazwy statku, a od kapitana Enterprise z TNG). Lower Decks to petarda. Każdy odcinek jest jednocześnie zabawny i jest kopalnią odniesień do pozostałych seriali. Nie było chyba odcinka, który mógłbym uznać za jednoznacznie zły (jeden czy dwa poniżej średniej, ale panie - co to za średnia!). ST:Picard to z kolei największy zawód. TNG przedstawiało ludzkość po przemianach, dzięki którym mogliśmy podziwiać nieomalże utopię. DS9 poważnie nadwyrężyło ten piękny obraz, ale że działo się na obrzeżach terytorium Federacji można było przymknąć na to oko. ST: Picard to dystopia. To nie jest tylko wywrócenie stolika, to jest wywrócenie, połamanie, podpalenie i wyrzucenie przez okno tego biednego mebla. Dobra, jakoś człowiek przebolał ten pierwszy sezon, gdzie jego marzenia zostały dość poważnie zmasakrowane. Drugi sezon to (kontynuując tradycje DISCO) dno i metr mułu. Człowiek musiał się w zasadzie zmuszać do oglądania (bycie fanem wymaga poświęceń). Potem nadszedł (i w zasadzie ciągle trwa) sezon trzeci, ale mimo iż naprawiono w nim wiele błędów dwóch poprzednich sezonów, to ciągle jest dystopijny. Kurwa - jakbym chciał dystopię to bym sobie odpalił dowolny inny film/serial SF. Nie mniej jednak dwa sezony im zajęło by skapnąć się prawie nakręcić kontynuację. Gdyby to co oglądam w trzecim (na szczęście ostatnim) sezonie było w pierwszym jeszcze mógłbym na to przymknąć oko, ale teraz… no cóż - nie jest tak źle jak z DISCO, ale nie oglądam tego dla przyjemności, a raczej z obowiązku. Wspomniany DISCO miał jednak jeszcze jedną zaletę i jedną potencjalną zaletę - obie są spin-offami.
Pod koniec drugiego sezonu DISCO dowiedzieliśmy się, że odwiedzający przez cały sezon tytułowy statek kapitan Pike doczeka się własnego serialu i to na pokładzie ważnego dla serii statku - Enterprise. Drugim spin-offem mają być przygody… no kurde sam nie wiem jak to streścić w kilku słowach - dość powiedzieć, że baby, która ma jaja ze stali (na szczęście tylko metaforyczne) i ma dołączyć do sekcji 31 - tajnej organizacji wywiadowczej Federacji. Serial, do którego trafił kapitan Pike nazywa się Star Trek: Strange New Worlds i urywa dupę (w pozytywnym sensie). To jest naprawdę przyjemne widowisko i spokojnie polecam każdemu - nawet tym, którzy nie mają zielonego (niczym krew Volkanina) pojęcia o czym ja w ogóle piszę. Wyszło też, że franczyza tworzy wspaniałe seriale, gdy każdy odcinek jest osobną historią i kiepskie, gdy historia rozciąga się na cały sezon. SNW trzyma się tradycji dobrego ST.
Franczyza urodziła też jeszcze jedną serię przeznaczoną dla nieco młodszych odbiorców - ST:Prodigy. Nie mam o niej zdania, bo widziałem zaledwie jeden odcinek. Nie wciągnął mnie, ale nie dlatego, że był zły, tylko że nie był dla mnie (jeśli wiecie co mam na myśli).
Z tego wszystkiego prawie już zapomniałem o czym mam swój ból dupy - otóż przede wszystkim o zawód jakim stało się DISCO po pierwszym sezonie i którym był ST:Picard od samego początku. Już myślałem, że to moja wina, że po prostu skostniałem umysłowo i trzymam się uparcie nostalgii, ale kurde nie - ST:LD i ST:SNW naprawdę przyjemnie się ogląda. Owszem - trzymają się starych zasad typu planeta/obcy tygodnia i pod koniec odcinka wszystko wraca do jakiej takiej normy. Nie mniej jednak w przeciwieństwie do swoich poprzedników z końcówki XX wieku postacie mają lepszą pamięć i traumy, ale też i fajne rzeczy potrafią pamiętać nawet przez kilka odcinków.
Ciekawe, czy kiedyś nakręcą crossover z Gwiezdnymi Wojnami…
P.S. Nie, raczej nie wracam na dłużej. Ten blog był, jest i zapewne pozostanie martwy. Nawet w czasach jego największej świetności wchodziły na niego może ze dwie osoby dziennie, z czego obie po to, żeby zostawić spamerski komentarz.
11 maja 2022
Blog odzyskany
Okazuje się, że większość mojego starego bloga przetrwała sobie w czeluściach Internetu.
Gdyby ktoś miał zamiar zmarnować sobie kilka godzin życia i poczytać - proszę się nie krępować i skorzystać z tego linka: https://web.archive.org/...
13 marca 2022
Wojna, wojna i szkoda, że nie po wojnie…
Ale kiedyś po tej wojnie już będzie. I co wtedy? No właśnie, co?
Niezależnie od tego kto wygra i w jakim stylu Zachód coś będzie musiał z Rosją zrobić. Rosja póki co sama umieszcza się na pozycja państwa z którym nie warto współpracować, bo zachowuje się jakby było dzieckiem w piaskownicy, które grozi innym dzieciom pobiciem bo te nie chcą się z nim bawić. Stała się jak to mówią anglosasi “rouge state”, albo nieco dosadniej jak mówimy my - “państwem bandyckim” i trzeba coś z tym państwem zrobić, bo inaczej nie będziemy mieli tutaj spokoju.
Zastanawiam się więc co takie można by zrobić, aby Rosję nie tyle osłabić, co powalić na kolana w taki sposób, żeby się z tych kolan przez dziesięciolecia nie mogła podnieść. Rosja udowodniła już, że nie jest specjalnie bezpieczną przystanią dla kapitału zachodniego, spora więc część tegoż nie wróci tam tak chętnie jeszcze przez jakiś czas. Nie mniej jednak uważam, że sankcje i międzynarodowa izolacja powinny być utrzymane co najmniej przez dekadę. Ewentualne ich zdjęcie powinno nastąpić dopiero po denuklearyzacji Rosji, a także jej podziale na kilka mniejszych państw.
Aby się to udało trzeba niestety do zabawy wciągnąć azjatyckie potęgi, a przynajmniej Chiny. Powinno im się obiecać wschodnią część Syberii (w zamian za zrzeknięcie się roszczeń w stronę Tajwanu, oraz uwolnienie Tybetu i Ujgurów) i to powinno ich zadowolić, jako, że to bardzo pragmatyczni ludzie i mogliby na tym sporo zyskać. Przy okazji można by odpalić Wyspy Kurylskie Japończykom - na pewno się ucieszą. Z drugiej strony nieco mniej zadowolone z tego mogą być Indie, ale tak po prawdzie to akurat w tym nie byłoby nic złego, bo trzymałyby ChRL w szachu.
Ale to wszystko raczej nigdy nie będzie mieć miejsca, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto postawi swój własny mały interesik naprzeciw interesom ogółu…
P.S. PiSuary w formie - teraz przestały uznawać wyroki ETPCz - na szczęście wyrok wydał sędzia dubler, więc będzie można go unieważnić jakby co.
6 marca 2022
“Back in the US… back in the US… back in the USSR”
Lubię retro. Ok, nie wszystko retro, tylko lata 80-te. I to raczej nie te polskie, szare,brudne i biedne, tylko te z amerykańskiego snu. Zapomniałem tylko, że lata 80-te to też Związek Radziecki, i jako, że moda na wszystko kiedyś wraca, to i na ten potworek wróciła.
Przyznam szczerze, że choć zaliczyłem stan wojenny, to byłem na tyle mały, że nic z tego nie pamiętam, a czołgi na ulicy widziałem jak kręcili “Czarny Czwartek” w Gdyni. Krótko mówiąc nie mam zielonego pojęcia jak to może wyglądać, jak czują się Ci wszyscy ludzie na Ukrainie, którzy walczą z rosyjską (a może radziecką?) machiną wojenną, albo po prostu widzą wrogie czołgi na ulicach.
Abstrakcja.
Codziennie sprawdzam czy Kijów jeszcze się broni, które miasta walczą z najeźdźcą, a które uległy. Wiarołomstwo rosyjskich władz przekroczyło wszystkie możliwe granice, gdy nie potrafią dotrzymać słowa dłużej niż przez 20 minut. Z armii czerwonej wychodzą demony przeszłości i znowu najbardziej muszą się ich obawiać “wyzwalani” cywile (mamy nawet związaną z tym historię rodzinną, gdy moja babcia mieszkająca przed wojną w okolicach Polsko-Pruskiej granicy po wojnie w twarz powiedziała NKWDziście czy innemu SBkowi, że do Niemców nic nie ma, bo jak jej syn był chory to dali opału do pieca, a czerwonoarmiejcy ją pobili i ukradli pierzynę - jak to się stało, że babka nie wylądowała w jakimś obozie pracy po tym wyznaniu - nie wiadomo). Najgorsze są chyba jednak zdjęcia uszkodzonych ostrzałem bloków - to często te same gówniane konstrukcje z wielkiej płyty co i u nas, albo pseudo nowoczesne wieżowce, a równie “oryginalnej” estetyce jaką widać na naszych osiedlach. Widzisz jakie w nich są wyrwy, ślady ognia… Bardzo łatwo wyobrazić sobie, że to są sceny z Polski.
Tak jak kiedyś uważałem, że Polska popełnia bardzo duży błąd popierając Ukrainę gdy Ruskie kradły im Krym, tak teraz widzę jak bardzo się myliłem. Teraz z całego serca życzę im, aby doprowadzili Putina na stryczek, a armię czerwoną wyrzucili ze swojej ziemi. Jestem pełen podziwu dla Ukraińców, bo sam wcale nie jestem pewien, czy na ich miejscu byłbym równie odważny (a przypuszczam, że nie).
W Polsce z kolei - naprawdę miło jest patrzeć na tą spontaniczną akcję zbierania darów i rozdawania ich uchodźcom. Ludzie oddają rzeczy, które mogą się uciekinierom przydać, przyjmują ich pod swoje dachy, dają jeść (moja żona dwa razy przetrzepała dom żeby coś dla nich znaleźć i się podzielić). Jak na razie jako kraj przyjęliśmy milion uchodźców. Nawet nie próbuję zgadywać na ilu się skończy, a trwa to ledwo od tygodnia. Na ulicach coraz częściej słychać ukraiński, a i samochodów z ichnią flagą też znacząco przybyło. Na razie, póki wszyscy są w szoku jakoś to idzie. Oby za te dwa, trzy miesiące szło równie dobrze, bo na pewno mnóstwo rzeczy się zmieni.
Idzie też niewątpliwie związany z tą wojną kryzys gospodarczy. Sam widziałem dzisiaj litr (w prawdzie uszlachetnionego ale zawsze) diesla za 7,19 PLN - to rachunek od Putina za sankcje. Należy się spodziewać, że spowoduje to (do spółki z państwowym rozdawnictwem), że inflacja wystrzeli już teraz w kosmos. No ogólnie może być nieciekawie. Najgorsze jest jednak to, że nawet jeśli Rosja potulnie podwinie ogon i wróci na swoje miejsce to bez zmiany tamtejszych władz na takie nieco bardziej słowne nic nie wróci do jako takiego porządku. Robienie interesów z Rosją jest w tym momencie obarczone bardzo dużym ryzykiem więc bez zmiany warty (i to takiej znaczącej) na Kremlu zachodnie firmy nieprędko uwierzą w to, że Rosja jest wiarygodnym partnerem w interesach.
A już całkiem nie rozumiem w co grają Chiny. Rozumiem, że chcą wziąć Rosję pod swoje opiekuńcze skrzydełka, ale strasznie jestem ciekaw jak mają zamiar to zrobić. Teoretycznie mają u siebie z Tajwanem dość podobną sytuację i wielokrotnie powtarzali, że jeśli Tajwan sam się do nich nie przyłączy, to rozwiązanie siłowe jest na stole. Tymczasem nie poparli radzieckiej agresji na sąsiada. No ale relacje Chińsko-Rosyjskie nigdy nie należały do prostych.
Kończąc już - z jednej strony strasznie jestem ciekaw co wyniknie z tej awantury, a z drugiej chciałbym, żeby już było po niej.
P.S. Zwróćcie uwagę na fakt, że duża część antyszczepów nagle zaczęła popierać kremlowską politykę.
P.S.2 - Wirus nigdzie sobie nie poszedł.
11 stycznia 2022
Troszkę minęło...
Znowu roczna przerwa?!
Zupełnie przypadkiem postanowiłem dziś zajrzeć na te zgliszcza, które kiedyś były blogiem i zorientowałem się, że już od roku nic nie napis...
-
Oryginalnie opublikowany 2009-10-21 Do napisania poniższej notki zachęcił mnie artykuł przedrukowany na WP. W życiu spotkałem kilku zwo...
-
Kilka dni temu po raz pierwszy od 30 lat (prawie co do dnia, bo ostatni raz byłem tam latem 1988 roku) nogi moje nie tylko trafiły do Zakopa...
-
Jestem wielkim fanem SF, a w szczególności Star Treka (sorki drodzy miłośnicy Gwiezdnych Wojen - je też uwielbiam, ale to jednak bardziej f...